Przejdź do głównej treści
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Chcesz uczyć się z nauczycielem?

Matura 2026 z angielskiego — czy faktycznie było tak łatwo, jak mówią uczniowie?

Tegoroczną maturę z angielskiego mamy już za sobą i — szczerze mówiąc — emocje opadły zaskakująco szybko. Nie było histerii w mediach społecznościowych, nie było zbiorowego szoku, nie było „zemsty CKE”, którą maturzyści wieszczą sobie co roku w marcu. Zamiast tego — zdjęcia uśmiechniętych nastolatków wychodzących z sal pół godziny przed czasem i komentarze w stylu „nawet się nie uczyłam, a poszło”.

Ale czy to znaczy, że arkusze były naprawdę proste? Jako anglista, który od lat ogląda te testy z bliska (i poprawia setki próbnych wypracowań w sezonie), mam tu kilka refleksji, które warto rozłożyć na czynniki pierwsze. Bo „łatwo” to słowo zdradliwe — szczególnie kiedy mówi się o nim w kontekście egzaminu, który decyduje o przyszłości młodych ludzi.

Poziom podstawowy — solidny, przewidywalny, bez fajerwerków

Egzamin podstawowy odbył się w środę 6 maja. 120 minut, 60 punktów do zdobycia, próg zdawalności jak zawsze 30%, czyli 18 punktów. Format — dobrze już znany: rozumienie ze słuchu, czytanie, środki językowe i krótki tekst użytkowy.

Pierwsze wrażenia uczniów były zaskakująco zgodne. Ktoś wyszedł po 45 minutach z przekonaniem, że to „setka”. Inni mówili wprost — „prosty, nic zaskakującego, nie przygotowywałam się”. Z perspektywy nauczyciela to obraz dość klarowny: arkusz trzymał się tego, czego wszyscy się spodziewali, i nie próbował nikogo podpuścić nietypowym słownictwem ani egzotycznymi konstrukcjami.

Tematem maila — czyli zadania, które zwykle wzbudza najwięcej emocji — była wizyta w miejscu, w którym uczeń był ostatnio jako dziecko. Trzeba było opisać to miejsce, wyjaśnić, dlaczego się tam wróciło, co się zmieniło i jak tam dotrzeć. Genialny temat dla maturzystów, bo każdy ma jakieś takie miejsce — babcine podwórko, dawne osiedle, plac zabaw, do którego się chodziło. Nie trzeba było wymyślać niczego skomplikowanego, można było napisać o tym, co się rzeczywiście pamięta. Słownictwo? Codzienne. Konstrukcje? Past Simple, Present Perfect, kilka przymiotników opisujących zmianę. Nic, czego solidny uczeń na poziomie B1 by nie znał.

W rozumieniu tekstów pisanych pojawił się m.in. tekst o słynnym żaglowcu Cutty Sark — rzecz historyczna, ale opowiedziana przystępnie, z zadaniem typu „dopasuj nagłówek”. To wymaga bardziej myślenia niż znajomości słówek, więc tutaj uczniowie myślący o tekście jak o całości radzili sobie znacznie lepiej niż ci, którzy szukali pojedynczych słówek-kluczy.

Czy były pułapki? Tak, dwie, ale obie raczej techniczne niż językowe. Po pierwsze — nagrania w słuchaniu znów leciały w tempie, do którego uczeń ze szkoły średniej nie zawsze jest przyzwyczajony. Drugie — jakość dźwięku w niektórych szkołach (zwłaszcza tam, gdzie egzamin pisze się na sali gimnastycznej) potrafi być… powiedzmy delikatnie, że pogłosowa. To problem, który wraca co roku i nie jest winą maturzysty.

Po trzecie, i to w sumie zaskoczyło mnie najbardziej — część uczniów miała problem nie z tym, że nie umiała napisać maila, tylko z tym, że nie potrafiła się zmieścić w limicie słów. Jedni nie mogli wycisnąć z siebie 100 słów, inni odbijali się od sufitu 150. To pokazuje coś, o czym mówię na korkach od lat: pisanie pod konkretną długość to osobna umiejętność, którą trzeba wyćwiczyć z zegarkiem w ręku.

Poziom rozszerzony — i tu zaczyna się ciekawiej

Czwartek 7 maja, 9:00, 150 minut, ponad 259 tysięcy maturzystów. Dla wielu z nich rozszerzenie z angielskiego to przepustka na filologię, prawo, stosunki międzynarodowe, ekonomię — kierunki, na których progi są ostre i każdy procent się liczy.

I tu też usłyszysz od uczniów, że było „spoko”. Większość wyszła z sal z uśmiechem. Ale uwaga — rozszerzenie i podstawa to dwa różne światy, a „spoko” na rozszerzeniu nie znaczy „90%”. Tu liczy się każdy detal: dokładność gramatyczna, bogactwo leksykalne, struktura wypowiedzi, rejestr.

Najwięcej rozmów krążyło — jak co roku — wokół dłuższej wypowiedzi pisemnej. Maturzyści mieli do wyboru dwa tematy:

Pierwszy — rozprawka o zwiedzaniu Europy koleją, z wadami i zaletami tego środka transportu w podróżach zagranicznych. Temat na czasie (Interrail przeżywa renesans wśród młodych), więc każdy mógł powiedzieć coś sensownego z własnego doświadczenia albo z tego, co widział na TikToku. Z punktu widzenia struktury — klasyczna „for and against essay”, którą każdy korepetytor przerabia z uczniem na trzecich zajęciach.

Drugi — artykuł do gazety o wyjściu na wydarzenie sportowe, z uzasadnieniem, dlaczego lepiej oglądać sport na żywo niż przed telewizorem. Tu zadanie było bardziej wymagające stylistycznie. Artykuł rządzi się swoimi prawami — potrzebny jest chwytliwy tytuł, lead, który wciąga, dynamiczny język, jakieś osobiste „ja”, które prowadzi czytelnika przez tekst. Uczniowie, którzy przerobili z nauczycielem różnice między artykułem a rozprawką, mogli na tym temacie zdobyć komplet 13 punktów. Ci, którzy potraktowali artykuł jak zwykłą wypowiedź — niestety stracą sporo na elementach formy.

Co do reszty arkusza: rozumienie ze słuchu (około 30 minut nagrań) sprawdzało nie tylko wyłapywanie informacji, ale też intencję mówiącego, ironię, niedopowiedzenia. Czytanie operowało dłuższymi tekstami z bardziej wymagającym słownictwem. A środki językowe — transformacje, słowotwórstwo, uzupełnianie luk — to klasyk, który rozdziela uczniów myślących o gramatyce systemowo od tych, którzy uczą się reguł na pamięć.

Czyli ostatecznie — łatwo czy trudno?

Zaryzykuję taką ocenę: podstawa była łatwiejsza niż zwykle, rozszerzenie było uczciwe i przewidywalne. CKE w 2026 roku nie próbowała nikogo zaskakiwać. Trzymała się formuły, dobierała tematy bliskie życiu nastolatka, nie sięgała po słownictwo z rejonów akademickich.

Ale „łatwy arkusz” to broń obosieczna. Bo jeśli matura jest łatwa dla wszystkich, to w rekrutacji liczą się dosłownie pojedyncze procenty. Próg zdawalności to jedno — przejść 30% to dziś dla większości maturzystów formalność. Ale jeśli marzy ci się prawo na UJ-ocie albo lingwistyka stosowana na UW, to musisz być w czołówce. A w łatwym arkuszu czołówka jest bardzo, bardzo gęsta.

Mam też taką refleksję ogólną: tegoroczne arkusze pokazują dobitnie, że matura z angielskiego coraz mniej sprawdza znajomość języka, a coraz bardziej — umiejętność pracy pod presją czasu, szybkiego czytania ze zrozumieniem i precyzyjnego pisania w narzuconym formacie. Uczniowie, którzy „znają angielski”, ale nigdy nie usiedli do całego arkusza z timerem, potrafią wpaść w panikę nawet na łatwym teście. Z drugiej strony uczeń z solidnym B1+, który robił pięć arkuszy z rzędu pod okiem korepetytora, na rozszerzeniu zdobywa 75-80% bez większego wysiłku.

Co z tego wynika dla przyszłorocznych maturzystów?

Jeśli czytasz to i jesteś w klasie maturalnej 2027 — kilka rzeczy, które warto wziąć z analizy tegorocznej matury.

  • Po pierwsze, nie daj się zwieść narracji o „łatwych arkuszach”. Co roku ktoś pisze, że było łatwo, i co roku znajdzie się ktoś, kto zdał na 40% i nie rozumie dlaczego. Łatwy arkusz nie istnieje dla osoby, która do niego nie usiadła wcześniej kilkanaście razy.
  • Po drugie, ćwicz pisanie pod konkretną długość. Mail na podstawie ma się zmieścić w ok. 100 słowach (z lekkim luzem), wypracowanie na rozszerzeniu — w przedziale 200-250 słów. To jest umiejętność techniczna i można ją wytrenować w miesiąc.
  • Po trzecie, słuchaj angielskiego inaczej niż tylko jako tła do scrollowania TikToka. Słuchaj świadomie — podcasty, BBC, audiobooki na zwolnionym tempie, potem na normalnym. Tempo nagrań na maturze jest takie, jakie jest, i nikt go dla ciebie nie spowolni.
  • Po czwarte — i to chyba najważniejsze — naucz się pisać artykuł, rozprawkę i list formalny. Nie „znać angielskie słówka”, tylko właśnie pisać. Każda forma ma swoje konwencje, swoje typowe zwroty, swoją strukturę. Maturzyści, którzy zaniedbują pisanie i wszystko stawiają na słownictwo, regularnie przegrywają z tymi, którzy pisali jeden tekst tygodniowo przez ostatni semestr.

Tegoroczna matura była dla wielu uczniów miłym zaskoczeniem. Mam jednak nadzieję, że dla tych, którzy startują w przyszłym roku, będzie czymś więcej — przypomnieniem, że na maturze z angielskiego nie wygrywa się znajomością języka. Wygrywa się dobrze przepracowaną formą i wytrenowanym tempem. A tego nie nadrobi się w tydzień przed egzaminem.

Jeśli zaczynasz przygodę z przygotowaniami do matury 2027 i potrzebujesz kogoś, kto pomoże Ci usiąść do tego konkretnie i mądrze — skontaktuj się z wykwalifikowanym nauczycielem. Im wcześniej zaczniesz pracować nad pisaniem i tempem, tym mniej stresu na wiosnę.

Zajrzyj na nasze darmowe materiały związane z maturą

Chcesz uczyć się z nauczycielem?

Komentarze do wpisu (0)

Napisz komentarz

Dla ucznia - materiały Premium

    Partnerzy edukacyjni

    Naciśnij Enter lub spację, aby otworzyć stronę. Naciśnij Enter lub spację, aby otworzyć stronę. Naciśnij Enter lub spację, aby otworzyć stronę. Naciśnij Enter lub spację, aby otworzyć stronę.

    Partnerzy edukacyjni

    Naciśnij Enter lub spację, aby otworzyć stronę. Naciśnij Enter lub spację, aby otworzyć stronę. Naciśnij Enter lub spację, aby otworzyć stronę. Naciśnij Enter lub spację, aby otworzyć stronę.
    Slajd z

    Jesteś nauczycielem angielskiego?


    Masz pytania?
    Telefon +48 667 237 710

    ✉️ e-mail: biuro@korkiangielski.pl